04. Co dziś przeczytam?

Prong, Bmx, clothing, ubrania, bmxowe, koszulki Stal 4130
Prong, Bmx, clothing, ubrania, bmxowe, koszulki Czech Republic bmx Trip.


Umiesz pisać?
Masz coś cieka- wego do powie- dzenia w temacie bmx'ów? Umiesz ładnie układać zdania niczym Juliusz Słowacki czy Aleksander Hrabia Fredro? Napisz do nas artykuł, my po zapoznaniu się z jego treścią zamieścimy go na łamach strony Prong Bmx Clothing Co. No! dajesz!
 

04. Prong Bmx Clothing Co. & Soul Bike Co. Czech Republic Bmx Trip.

Wjazd bmxowy

Każde dobre dziecko urodzone w kraju nad Wisłą, korzystając z dobrodziejstwa bezpłatnego systemu edukacji III RP, z lekcji geografii dowiedziało się, a przynajmniej powinno, że naszym bliskim południowym sąsiadem jest Czeska Republika. Prawdopodobnie, jeśli to był chłopak, z upływem czasu dowiedział się również o atrakcyjnych mieszkankach zamieszkujących ten niewielki kraj, albo o niedrogich, a jakże smacznych napojach alkoholowych. Krok po kroku, zacieśniając grono zainteresowanych dochodzimy do kolejnego atutu Czech i Moraw, a mianowicie zainteresowania władz kondycją fizyczną obywateli. Jest ono duże, w wyniku czego Czesi nie muszą aż tak jak Polacy narzekać na brak bmxowych skateparków w swoich słowiańskich osadach. Prawdopodobnie to jest właśnie powód, dla którego szefostwo znanych polskich przedsiębiorstw bmxowych - Soul Bike Co. i Prong bmx Clothing, wraz z ich team riderem Mateuszem Anemikiem Lesickim, opiekunem Klaudiuszem Kraską oraz resztą zaprzyjaźnionych giermków, na zasłużone wakacjo-kolonie postanowiło wybrać się właśnie tam. Chociaż nie można do końca wykluczyć też drugiej opcji, że o ich wyborze zadecydowały dwa wcześniej wymienione atrybuty. Tego nie dowiecie się nigdy.

Wyjazd

Był piękny słoneczny dzień, wyjazd, jak każdy w tym gronie, zaczął się od opóźnień, końcu jednak poczułem się jak księżniczka porywana przez księcia z bajki - podjechał, wspaniały świecący Mercedes W124 kombi, 2.3 benzyna na wtrysku, wyposażony w pościel w pokemony Janka i lodówkę turystyczną. Zapakowałem graty, rower i wyruszyliśmy do Bielska Białej. Stamtąd zabrać mieliśmy Maxa, pana dyrektora Prong Clothing oraz spotkać się z oddziałem bravo naszej wycieczki, który nie zahaczając o Górnośląski Okręg Przemysłowy zawitał do Bielska prosto z Krakowa. Przez granicę przejechaliśmy bez przeszkód i używając papierowego GPS'u bez problemów dojechaliśmy do Ostrawy, pierwszego etapu podróży.

Ostrava

W tym górniczym mieście znajdują się 4 sk8parki, w tym jeden betonowy, którym w szczególności byliśmy zainteresowani. W dotarciu na miejsce pomógł nam pewien odważny i bardzo uczynny Czech-skater, który zapytany o drogę postanowił wsiąść do auta pełnego Polaków i popilotować nas na miejsce. Park wydał się trochę mniejszy niż na zdjęciach, ale nikt nie miał powodu do narzekań, bo było wszystko to co być powinno. Odpowiedniej wielkości quartery zakrecające i w różnych kształtach, rozbudowany funbox z grindboxami, piramidką i jump boxem, hipy, a nawet maly subbox z banku i inne. Wszystko pięknie i jednolicie wylane betonem. Miejsce to, jak się okazało było też mekką miejscowych bmxowców, gdyż w zasadzie to bmxy przejęły tę miejscówke i w całości tam dominowały. Nie musiało więc minąć dużo czasu, by nasza ekipa rzuciła się na rowery, a Klaudek z Anemikiem powoli zaczęli niszczyć miejsce w swoim stylu. Anemik: tailwhip przez jumpbox, czyściutki barspin na feeble na większym grindboxie, i rozmaite trudne techniczne kombinacje z grindami, obrotami, fakie i barspinami, np. 270 xup landing na piramidce potem 180 z x-upa i podczas fakie bunny barspin . Klaudiusz 540 tailtap na manuala w profil zakończony 180tka i czyściutko odjechany, wysokie tabletopy na quaterach i unturndown na hipie, nosepicki na czym się tylko da, wszystko w jego miękkim stylu. Po udanej bmx-sesji, moment na decyzję. Zostajemy tu na noc, czy jedziemy do miejsca nr 2, sławnego już w Polsce Hradec Karlove. Pomimo tłumaczeń całej masy miejscowych, nie zdołaliśmy znaleźć żadnej miejscówki do spania i po krótkiej kłótni postanowiliśmy wyruszyć w świetle zachodzącego słońca.

Hradec Karlove

Pech chciał, że do Hradec dojechaliśmy dopiero około 3 w nocy (na mapie dystans wydawał się krótszy, no i nie było widać, że droga prowadzi przez jakieś cholerne "góry"). O tej porze naprawdę trudno znaleźć nocleg, trudno nawet kogoś zapytać gdzie można spać. Dzięki pomocy pracowników Shella udało się dotrzeć w kilka potencjalnych miejsc, ale nigdzie nie było wolnych łóżek. Po dwóch godzinach byliśmy zmuszeni kapitulować- część spała w samochodach, a 2 partyzantów na ulicy napawając porannych przechodniów ogromnym zdumieniem. Rano, wycieńczeni brakiem snu, z ogromnym wysiłkiem odnaleźliśmy Monkey Camp (b. zamaskowany zresztą, bo znajdujący w hangarze radzieckiej bazy lotniczej), który okazał się niestety czynny od godziny 14. Zaparkowaliśmy do innego hangaru i przegrupowaliśmy się. Część zasnęła, część udała się w poszukiwaniu noclegu, a najmłodsza i niestrudzona część - Jacek i Maciek z Krakowa zaczęli sobie jeździć na rowerach na resztkach sprzętów znajdujących się przed hangarem. Czas jakoś minął i w końcu park został otwarty. W środku jak w bajce, muzyka, wszystko wyłożone jasną sklejką, minirampa, spine, jumpbox, quaterki no i basen z gąbkami. Na nasze nieszczęście przyjechało jednak wtedy dużo miejscowych i innych turystów z Polski (Wrocławia, oraz cała wycieczka prosto z Festiwalu Rowerowego w Szklarskiej) i miejsce b. zatłoczyło się od samego początku. Anemik jako true street motherfucker pierwszy stracił zapał i zaczął namawiać, by udać się najpierw po jedzenie i wrócić później, gdy będzie mniej osób. Tak się stało, po powrocie zastaliśmy już rozgrzanego Klaudka a także samego gospodarza tego miejsca i właściciela firmy Monkey Bikes Kamila Feifera, który pokazał, co to znaczy być Czeskim bmx-pro. Chłop widać wie co to jest sztanga i porządny obiad, bo siły mu nie brakowało. Iście rzeźnicki, ciężki styl, potęgowany przez odbijany huk od ścian (grube na 1m), przy każdym ice/tooth bonku dodawanym pod koniec prawie każdego tricku, nie ważne z jakiej wysokości. Serwował rozmaite kombinacje, od tailwhip na tailtap na footjam nosepick, 360 downside-tailwhip, nosebonk to icepick albo footjam nosepick na sporym subboxie, icepick na spinie (tylko, że taki na wprost, rower znajdował się z boku), topside toothpick i od razu topside icepick,. Wszystko to pewnie, za pierwszym razem i z przytupem. Robiło wrażenie. Klaudiusz nie pozostawał daleko w tyle i czynił co tylko bozia mu pozwoliła reprezentując Białego Orła. Fufanu icepick tailtap, 540 tailtap to nosepick, fufanu na icepick na tailtap i zejscie fakie na druga strone spine'a, tailtap na manuala w dół do abubaci po drugiej stronie mini, icepick na subboxie, to te tricki, które zapadły mi w pamięci. Wszystko przy aplauzie nie tylko naszym, ale i samego Kamila.

Praha

Następnego dnia rano czekała nas niedługa już podróż do Pragi, gdzie jakimś cudem, zupełnie w ciemno, znaleźliśmy nocleg za pierwszym razem, rzut beretem od starego miasta i za jedyne 250 Koron (ponad 30zł, jak na stolice Czech to zapewne naprawdę niewiele). Zapoznaliśmy się z naszymi czarnoskórymi sąsiadami o nieziemskim flow pytającymi co chwilę "Ey, yo, listen to some gangsta shit?" (z ang. Cześć, czy gustujez w muzyce rap?) "how you doin' man? I'm cool man" (z ang. Jak się dzisiaj miewasz? U mnie wszystko w porządku) i bujającymi się z każdym wypowiedzianym słowem. Potem wio do Mystic Parku. Podróż była fenomenalna (przynajmniej dla tej połowy, której rowery są wyposażone w u-breaki), ponieważ by dostać się do starego miasta wystarczyło przejechać przez park, znajdujący się na zboczu sporego wzgórza, a którego wszystkie alejki prowadziły stromo w dół. Łatwo sobie wyobrazić karkołomne pościgi, a z tyłu biednych brakelessowców otoczonych zapachem stopionych podeszw. Wypadało się od razu na stare miasto. Naprawdę duża frajda - gorzej z powrotem. Po drodze anemik przyuważył poręcz, jednak zostaliśmy otoczeni przez cyganów i szybko się ewakuowaliśmy. Mijając plac Stalina, dotarliśmy do Mistic Park. Miejsce zupełnie inne niż Monkey - ogromna powierzchnia, dużo bardziej streetowe i co najlepsze, prawie puściutkie. Wszystko ze sklejki w bardzo dobrym stanie, quatery, subbox, banki, jeden wall i spora część stricte streetowa, wielopoziomowa składająca się z murków rurek, płaskowników, schodków, piramidek i banków. Przez następne 3 dni urzędowaliśmy tu codziennie, każdą sesję kończąc zimniutkimi browarami w sk8parkowym barze. Na miejscówce prym wiódł Anemik, gdzie w odróżnieniu od Monkey Parku, mógł wykazać się w pełni. Feeble w górę zejście barspin, smith w górę zejście barspin, feeble w górę zejście 180, tailwhip z feebla zlądowany na dupsko, tailwhip na piramidce, oraz grindy na wszystkim innym w różne strony, zakończone barspinami, crankflipami, obrotami. Był nawet blisko zrobienia smitha pod górę sporej rurki. Mnie najbardziej spodobała się przeszkoda, która z jednej strony była dużym subboxem z banku a z drugiej czymś w rodzaju dropu. Można było się bawić robiąc różne triki przy wskakiwaniu i zeskakiwaniu z niej. Klaudek sobie pływał, a reszta robiła, co tylko mogła, by zdusić zaplanowane rzeczy. Wieczory były nie mniej ciekawe a sztuczki w mieście równie wyczerpujące.

Powrót do Polski.

Czas leciał nieubłaganie i nadszedł czas pożegnania. Smutek związany z odjazdem, spotęgowany został jeszcze przez kilka nieciekawych incydentów. Wybito nam szybę w samochodzie i ukradziono: 2 telefony, ładowarkę, paszport Klaudiusza, 2 torby z ubraniami Maćka (biedak wziął na podryw Czeszek wszystkie swoje najlepsze ciuchy), lodówkę i moja czarna bluzę ze znanym orłem. Dziurę po szybie zalepiliśmy mnóstwem naklejek Soul'a i Prong'a, które w stu procentach zdały egzamin nie przepuszczając powietrza, wody, a nawet szumu. Humoru nie zdołał nam już bardziej popsuć krzyczący Czeski policjant, dziura w kole samochodu Caliego, ani nawet mandat za przekroczenie prędkości, bo pomimo tych incydentów każdy miał uśmiech na oświetlonej słońcem twarzy. Na polskiej granicy zostaliśmy potraktowani w pełni profesjonalnie zważywszy na okoliczności braku paszportu Klaudiusza- celnik z wąsami usłyszawszy o całej sytuacji skwitował krótko "hujowo" i kazał szybko odjeżdżać, żeby nie musiał wypisywać po nocy "pierdolonych formularzy". Takim optymistycznym akcentem zakończył się pobyt zagraniczny i wjechaliśmy do kraju. 5 dni to zdecydowanie za krótko, bo był to naprawdę jeden z fajniejszych wyjazdów ostatnich czasów. Zważywszy na pogodę, towarzystwo, nasze przygody i atmosferę panującą na tej wycieczce naprawdę nie mogę się już doczekać następnego razu.

Bmxowe Rozmówki czeskie:

  • Ubytownia - o to pytajcie, jeśli chcecie znaleźć nocleg
  • Kokot - huj
  • Prosim jedno pivo a smazenyi syr z bramborami a tatarsku omacku- proszę piwo i smażony ser z ziemniakami i sosem tatarskim, (czyli to, czym najbardziej warto się żywić i poić będąc w Czechach)
  • Piczu - popularne czeskie przekleństwo, jak ktoś tak Was nazwie, brońcie honoru.
Jeśli kiedykolwiek będziecie chcieli się wybrać do Pragi, to schronienia w pierwszej kolejności proponuje szukać w akademikach przy Strahovie (stadion Sparty Praha), jest ich tam naprawdę dużo i w wakacje zawsze znajdzie się miejsce, a poza tym każdy mieszkaniec Pragi wie gdzie to jest. Nie jest też daleko ani do Stalina, ani do Mystica.

Opracowanie tekstu: Wojciech "drnk" Woźniakowski
Artykuł ukazał się w marcowym (2006) wydaniu czasopisma: Bunnyhop


Copyright © 2003-2015 Prong Bmx Clothing Co.™ Almost all Rights Reserved.
Info | Products | Team | Articles | Links | Contact us | Site index